|
|
2009 |
geograficzny język Nie wiem czy na tym polega to ocieplenie klimatu, ale mamy tropiki, duszno, parno a po południami ulewy. W taką pogodę marzę o wylegiwaniu się na bambusowym leżaku, gdzieś na jakiejś egzotycznej wyspie, żeby w zasięgu ręki był drink z palemką, żeby przystojny mulat masował mi stopy a w tle może szumieć wodospad. A wszystkie moje dylematy ograniczą się do tego czy iść zażyć kąpieli w jeziorku koło wodospadu, czy może przejść się na górską wycieczkę lub jakiego koloru bikini powinnam zakryć piękną opaleniznę … Ale wróćmy do rzeczywistości, przynajmniej jest ciepło, bo do tej pory chodziłam w kurtce, którą normalnie wkładam w okolicach października i listopada. W Boże Body byliśmy na Mazurach, było ekstra, poza tym, że droga powrotna trwała 5 godzin (w samochodzie byłam ja, wnerwiony P., mama, kocica i Mikołaj, który znudził się podróżą po 2 godzinach). W czasie drogi 125 razy wysłuchaliśmy piosenek z Akademii Pana Kleksa oraz przebojów zespołu Fasolki, ulubiona piosenką Mika jest „Ogórek”, co oznaczało, że słuchaliśmy jej najczęściej. Podczas wizyty u lekarza medycyny pracy dowiedziałam się, że mam geograficzny język i zaburzone wchłanianie w jelitach. Dr. Queen słysząc te diagnozę stwierdziła, ze pani doktor naoglądała się za dużo House’a. Wczoraj w nocy zmarł Michale Jackson. ludzie-polnocy 2009-06-26 13:35:25 skomentuj (3) Bruksela
Po dość stresujacym spotkaniu z KE mielismy godzine na zobaczenie czegokolwiek w mieście urzedasów. Moja pani dyrektor była niesamowita, bo w 15 minut obszeła z 10 sklepów i kupiła sobie buty na wesele znajomej - szacunek. ludzie-polnocy 2009-05-07 14:09:39 skomentuj (0) prezentos AXN nie mogło zrobić mi lepszego prezentu na urodziny niż 5 sezon LOST. To się nazywa wyczucie chwili. Od środy siedzę w domu, bo Mik złapał zapalenie spojówek. Wczoraj musiałam z nim podjechać do pracy, żeby skończyć kilka rzeczy, które miałam zaplanowane na środę i ogarnąć sprawy związane z poniedziałkowym wyjazdem na szkolenie do Nowego Targu. Mikołaj łatwo nawiązuje kontakty, w mówił „cześć” do każdej pani, która wchodziła do autobusu. Poza tym cały autobus wiedział, że „Mikuś jedzie z mamą do pracy”, ponieważ powiedział to zdanie chyba ze 20 razy, czasem mam wrażenie, ze się zacina … W każdym razie w biurze też nie wykazywał zakłopotania. Od razu wyłączył drukarkę i poprzestawiał cos w komputerze kolegi. Poza tym bez żadnej krępacji poprosił mojego naczelnika o kanapkę, którą on jadł. Jeśli chodzi o jedzenie, to mój syn nie ma żadnych zahamowań.
Jakiś czas temu wybrałam się z Piotrkiem na „Rusałkę” - genialny film, doskonała odskocznia po tych wszystkich oskarowych gniotach. Film bez słodkiego amerykańskiego zakończenia, piękny i zapadający głęboko w mózg.
ludzie-polnocy 2009-04-17 14:37:19 skomentuj (1) czekolada Kiedy byłam w liceum, wciąż miałam wrażenie, że rodzice robią mi straszny obciach. Teraz obiach robi mi mój syn. Wszystko bierze się z tego, że natura postąpiła z nim okrutnie każąc mu być wiecznie głodnym. Nie mam pojęcia skąd u niego taki apetyt, bo rodziców nie można zaliczyć do amatorów wielkiego żarcia. Nasz skromna gospodarka żywieniowa świetnie sprawdza się w "czasach kryzysu";, ale tylko do momentu, gdy na horyzoncie nie pojawia się Mikołajek, czasem mam wrażenie, że je więcej ode mnie. W pewną piękną słoneczną sobotę poszłam z Mikusiem do parku, najpierw spędziliśmy miłe chwile na placu zabaw, później poszliśmy nakarmić kaczki i gołębie. I to był błąd. Rzuciłam ptaszyskom suche chleby. Na suchary atak przypuściły wszystkie kaczki, gołębie i Mikołaj. Jak wyrwałam mu chleb z buzi to zaczął strasznie płakać takim przejmującym rodzajem płaczu, na którego dźwięk odwracają się wszystkie ludzkie głowy w promieniu kilometra.Potem było jeszcze gorzej, bo zaczął krzyczeć „mamusia da chlebek, mamusia da chlebek”. Babcie wygrzewające się na ławkach spojrzały na mnie, co najmniej jakbym była główną bohaterką strony złamatka.com.pl Zapakowałam Mika do wózka i cała czerwona odjechałam na plac zabaw. Podobna sytuacja zdarzyła się na ostatnio w Zachęcie, poszliśmy tam na przereklamowaną wystawę pt. "Interaktywny plac zabaw". Mik wypatrzył parę nastolatków wcinających kinderbueno. Nie wiem skąd on wiedział, że to czekolada, bo staramy się nie dawać mu słodyczy, a na pewno żadne z nas nie dawało mu właśnie tego batonika. W każdym razie podleciał bez krępacji do tych ludzi, zrobił słodkie oczy i powiedział Mikuś chce czekoladę, proszę, proszę ...
ludzie-polnocy 2009-03-26 08:05:17 skomentuj (1) ... będąc młodą lekarką ... To był najgorszy Sylwester ever ! W związku z tym, że drugi antybiotyk okazał się za słaby dla bakterii, która u mnie zamieszkała, leżałam pod trzema kołdrami i kocem z gorączką i potwornym bólem gardła. Przepełniona goryczą i wściekłością na farmaceutyczne niewypały wyobrażałam sobie własny pogrzeb. I tu mała dygresja, za każdym razem, gdy poważnie zachoruję i nie widzę już światełka w tunelu popadam w skrajny sentymentalizm i tonę w myślach o własnej śmierci. Taki klimat z filmów z lat 20-tych ubiegłego wieku, gdy młoda bohaterka (w dodatku jest to dziewczyna o wielkim sercu i urodzie, niezwykle utalentowana w każdej dziedzinie) umiera np. na galopujące suchoty, koklusz lub inną smutną chorobę. Oczywiście śmierć następuje po długiej walce. Po scenie śmierci z łagodnym światłem i wzruszającą muzyką, przychodzi moment na ceremonię pogrzebową. Tu zawsze zastanawiam się: kto zapłacze nad moim grobem, jaką piosenkę puszczą podczas kremacji … No cóż, gdy miewam te dość kompromitujące myśli oznacza to po prostu że: jestem naprawdę chora, nudzi mi się, nie ma nic w TV lub najwyższy czas umyć włosy; Sytuacja zdrowotna spowodowała, ze Nowy Rok przywitałam z: - poważną niedowagą; - bólem gardła i zapchanymi zatokami; - tłustymi włosami; - jedną nogą wydepilowaną (druga pozostała nogą dziką i zbójecką); - kaszlem, z którego powodu sąsiedzi walili w rury; Postanowiłam jednak, ze się nie poddam i w sobotę po raz kolejny udałam się do sanktuarium medycyny. Spotkałam tam młodego lecz już zmanierowanego lekarza, który jako wyraz swojego niezadowolenia z sobotniego dyżuru postanowił nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z pacjentem. Starał się używać jak najmniej słów, wiec posługiwał się bezokolicznikami lub bardzo uproszczonymi zdaniami np: „rozebrać się”, „co dolega?”. W ogóle nie przejął się moim stanem zdrowia (a czułam się jak wrak statku na dnie Oceanu Indyjskiego). Chciał mi przepisać jakieś kolejne badziewie, ale powiedziałam, że od dwóch tygodni, mam tzw. zapalenie górnych dróg oddechowych i mam już tego dość, więc proszę o cefuroximum. Lekarz jakby trochę się ożywił, ale wypisał receptę. Trzeci antybiotyk był jak nasza husaria pod Wiedniem, wiec czuję się coraz lepiej. Jutro idę na kontrolę i mam nadzieję, ze na tym zakończę swoją przygodę ze służbą zdrowia.
ludzie-polnocy 2009-01-06 11:20:20 skomentuj (2) czy bedzie śnieg ??? W tym roku po raz pierwszy przetestowaliśmy opcje dwóch Wigilii jednego wieczoru. My znieśliśmy to dość dobrze, nasze żołądki nieco gorzej. Smak potraw czułam połowicznie z uwagi na zapalenie gardła zdiagnozowane dwa dni przed Wigilią. Pani doktor przepisała dupny antybiotyk – amoksycylinę, która mi kompletnie nie pomogła. Co prawda odzyskałam głos i nie chrypię jak ofiara choroby alkoholowej, za to kaszlę jak stary gruźlik. Jutro idę po coś mocniejszego. P. proponuje mi prawie co wieczór kieliszek jarzębiaka, twierdząc, ze to niezawodne lekarstwo, dodatkowo stawiając siebie za przykład osoby, która nie choruje a profilaktycznie impregnuje się różnymi procentowymi specyfikami. Muszę przyznać, ze podejrzewam własnego męża o jakąś mutację genetyczną, ponieważ znamy się od 9 lat i w tym czasie zachorował może 2 razy (z czego raz był to silniejszy efekt kaca). Prezenty świąteczne były wspaniałe, większość z nich to książki, które spowodowały, ze sytuacja na regale wymaga natychmiastowej interwencji w ikei. Coraz więcej jeżdżę samochodem i sprawia mi to coraz większą przyjemność. Sytuacja poprawiła się po poważnej rozmowie z P. Do tego momentu było strasznie. Tzn. spełniły się przepowiednie moich koleżanek, które uprzedzały mnie, żeby nie jeździć z mężem, ponieważ mężczyźni są mocno przewrażliwieni na punkcie samochodów traktując je przynajmniej z taką czcią jak własne przyrodzenia. Nie wierzyłam w te antymęskie ploty. Niestety myliłam się potwornie. Na pierwszej jeździe P. był wyrozumiały i udzielał mi kulturalnych wskazówek dotyczących eksploatacji samochodu. Co prawda niebezpiecznie często podejmował temat sprzęgła i obrotów, ale byłam tak przejęta faktem, żeby nie spowodować wypadku, ze nie skupiłam się zbytnio na tych radach. Podczas kolejnej przejażdżki P. zmienił się z sympatycznego doradcy w jakiegoś psychopatycznego profesora z „Instytutu Benjamina”. Przyznaję że w sytuacji stresowej wciskam bez potrzeby sprzęgło, ale żeby robić z tego od razu aferę. Jeżeli chodzi o wjeżdżanie w dziury, to nie da się w nie nie wjeżdżać, po prostu się nie da, gdyż dziury znajdują się wszędzie. Jedna z wypraw zakończyła się moim płaczem i kilkoma mocniejszymi słowami. Na szczęście doszliśmy do porozumienia i ja staram się szanować te wszystkie części samochodowe, o których nie mam pojęcia a kiedy przez przypadek włączą mi się wycieraczki P. powstrzymuje się od zgryźliwych komentarzy w stylu: "Przecież deszcz nie pada". Mikołaj niesamowicie się rozgadał i trzeba już przy min bardzo uważać co się mówi, żadego przeklinania, bo mały łapie takie słowa błyskawicznie. Poza tym stosuje prawidłowe formy gramatyczne, tzn, potrafi użyć właściwej odmiany przez przypadki, tańczy przezabawnie gada przez sen i chrapie. No i ma niesamowite poczucie humoru. Poza tym jest bardzo żywym dzieckiem. Jeden z lekarzy spytał czy nie ma przypadkiem adhd, ale zdecydowanie to nie ta przypadłość. W zamian za to podejrzenie, Mikołaj podczas badania lekko kopnął lekarza w krocze. Jakieś postanowienia na Nowy Rok ? Więcej jeść i częściej malować paznokcie. Marzy mi się jeszcze wyjazd w Dolomity wczesnym latem ... ludzie-polnocy 2008-12-30 12:26:14 skomentuj (0) go baby go go W sobotę pierwszy raz dostąpiłam zaszczytu jazdy naszym czołgiem. Ofiar w ludziach nie było, a Mikołaj zasnął podczas mojej ekstremalnej przejażdżki. Siedzenie z tyłkiem przy ziemi jest dość specyficzne i komfort jazdy znacznie różni się od tego, który zapewniało mi wysokie ustawienie fotela w yarisie. W każdym razie spociłam się trochę z powodu tych sportowych foteli. ludzie-polnocy 2008-10-27 10:18:54 skomentuj (4) Rzym Po ludzku ![]() ![]() ![]() Pan ciacho ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Puszek okruszek ![]() ![]() ![]() Po pracy (Watykan) ludzie-polnocy 2008-10-21 13:38:40 skomentuj (4) Rzym Architektonicznie ![]() ![]() ![]() Dom lalki ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ludzie-polnocy 2008-10-21 13:26:38 skomentuj (2) 3 października … Kochany pamiętniczku, znów cię potwornie zaniedbałam z powodu wrodzonego lenistwa, czy też innych bliżej niewyjaśnionych przyczyn … 3 października 2008 r. będzie plasował się wysoko w rankingu najważniejszych dni w moim (tu powinnam wstawić jakiś stosowny przymiotnik typu: burzliwym, bujnym, niebezpiecznym, ale proces decyzyjny w kwestii przymiotnika lekko mnie przerasta) życiu. Tego pięknego, lekko mglistego dnia o godzinie 7.28 rano usłyszałam magiczne słowa: „Wynik egzaminu pozytywny”. Co oznaczało, że 3 tygodnie później będę mogła odebrać z Urzędu Gminy Dzielnicy Wola plastikowy prostokąt z moim zdjęciem, uprawniający mnie do zwinnego poruszania się pojazdem mechanicznym o masie nieprzekraczającej 3,5 tony po ulicach drogach i przeróżnych zakątkach globu. Stało się to za 5 podejściem, w ośrodku przy ulicy Radarowej. Egzamin wyznaczono mi na 6 rano, co oznaczało, ze z domu wyszłam o 5.20 po mocnej kawie. W optymistyczny nastrój wprawiła mnie pogawędka z taksówkarzem, który mnie wiózł na Okęcie oraz ogólne nastawienie, że musze wreszcie zdać, bo umiem i bardzo lubię jeździć samochodem. Na szczęście tym razem czekałam tylko pół godziny aż wyczytają moje nazwisko, co tez miało wpływ na pozytywny wynik egzaminu, bo najbardziej stresowało mnie to cholerne czekanie. Egzaminator też był w porządku. Gdybym trafiła na tego gada, co poprzednio to mogłabym oblać, bo 2 razy przekroczyłam prędkość o 2 i 4 kilometry, a to już może być powód do uwalenia na egzaminie. Po 15 minutach jazdy po mieście stwierdziłam, ze już jest fajnie, bo jak do tej pory jeżdżę i nieźle mi idzie. Po 20 minutach, gdy egzaminator włączył radio to pomyślałam sobie, ze jest dobrze i zrobiło się sympatycznie, bo bardzo lubię jeździć przy muzyce. Mam tylko nadzieję, że już nigdy nie będę musiała zdawać tego cholerstwa, bo to było bardziej stresujące niż poród. W sobotę poszłam na babyszauer do Kazi, gdzie zobaczyłam baaaardzo dawno nie widziane buzie. Przyszła mama wygląda superancko z brzuchem. W niedzielę poleciałam do Rzymu, który mnie totalnie oczarował. Postanowiłam sobie, że będę zrywać się o 6 rano i biegać robić zdjęcia, bo potem raczej nie byłoby za bardzo takiej opcji, ze względu na zajęcia z Włochami. Na szczęście nie siedzieliśmy w biurze do nocy, wiec po południu też było trochę czasu na zwiedzanie i inne przyjemności. Rozczarowała mnie trochę uroda Włoszek, do 20-25 roku życia wyglądają super, ale później cóż … południowe słońce robi swoje. Jedzenie mają pyszne, ale dają małe porcje, przynajmniej w moim odczuciu, wiec ciągle byłam głodna, czego nie mogli pojąć pozostali uczestnicy wyjazdu. Coś mi się chyba zmieniło z przemianą materii. Poza tym odkryłam, że Włosi zamykają wszystkie restauracje między 15 a 19 … i można się tylko napić. App picia, to ostatniego wieczoru poszłyśmy do cudownego baru, gdzie dawali genialne drinki, zaczęłam od mojito, który był idealny, z dużą ilością mięty i limonki, potem zamówiłam sex melon, nazwa dość pretensjonalna, za to smak rewelacyjny i duże kawałki owoców wbite w brzegi kieliszka. Jako ostatni zamówiłam coś czego nazwy nie pamiętam i ten eliksir zawierał prawie same egzotycze składniki. Wracałyśmy autobusem, w którym kierowca śpiewał do mikrofonu miłosne piosenki lekko fałszując. I jeszcze jedna rzecz, która mnie rozwaliła, temperatura w Rzymie wynosiła około 25-27 stopni, wiec chodziłam w japonkach. W tym samym czasie Włoszki miały na sobie puchowe kurtki z kapturem obszytym sztucznym miśkiem, grube rajstopy i kozaki …. Kiedy poruszyłam tę nurtującą mnie sprawę, Włoch wytłumaczył mi, ze przecież jest już jesień. Ten sam argument podawali nam mieszkańcy Meksyku, którzy przy temperaturze 25 stopni nosili puchówki. zdjęcia będą ... ludzie-polnocy 2008-10-20 21:40:35 skomentuj (1) strona 221 Najlepszy katalog IKEI jest na 2009. Mam porównanie ze starszymi rocznikami tego wydawnictwa (od 2006r) i bezdyskusyjnie ten na 2009 wygrywa. Powód jest bardzo prosty. W katalogu na 2009 r jest najwięcej zegarów, które z punktu widzenia Mikołaja są najatrakcyjniejszym asortymentem. Codziennie spędzamy około 40 minut na wyszukiwaniu zegarów. Dzięki temu znam już na pamięć ofertę IKEI. Fantastyczna jest również strona 221, chociaż nie ma tam nawet pół zegara. Jest za to pralka (obiekt westchnień mojego półtorarocznego dziecka) i kosze na bieliznę. ludzie-polnocy 2008-09-25 14:51:23 skomentuj (1) tratwa
Mały chłopczyk poszedł do żłobka i było mu bardzo przykro, ze ukochana mama zostawiła go z obcymi paniami i innymi dziećmi. Było mu tak smutno z tego poczucia opuszczenia, że po tygodniu się rozchorował ... No właśnie, żłobek jest super, ale Mik strasznie płacze ze go tam zostawiłam, podobnie jak 22 innych dzieciaczków . W żłobku są dwie młode dziewczyny, które są świetne i z powołaniem podchodzą do pracy oraz jedna pani w średnim wieku dotknięta lekką manierą (generalnie tez całkiem do rzeczy). Przez 3 dni chodziłam tam razem z Mikiem i stwierdzam, że praca opiekunki małych dzieci w żłobku należy do jednej z najtrudniejszych i najbardziej wyczerpujących psychofizycznie prac. Trzeba mieć do tego prawdziwe powołanie, siłę i entuzjazm. Trzeciego dnia panie powiedziały, że koniec siedzenia z dzieckiem i ze maluchy musza się zacząć przyzwyczajać do żłobka na poważnie. Tak się przyzwyczaił, ze w piątek zaczął kichać i się rozchorował. Na początku był tylko katar i kaszel a potem zaczęła się gorączka, w nocy prawie 40 stopni. I okazało się, że przeszedł trzydniówkę, czyli pierwsza chorobę wieku dziecięcego ma już za sobą. Kiedy w sobotę dostał strasznej gorączki, stwierdziłam, ze syropy już nie działają więc postanowiłam, że wykuruję Mika mlekiem z miodem i czosnkiem. Dzidzia padła, spała, pociła się i pierwszy raz dała się przykryć kocem i kołdrą. I tak było do 16. O 16 Mik się podniósł i puścił mega bełta o dominującej nucie przetrawionego mleka z czosnkiem. Wykapaliśmy go, nastawiliśmy pranie i walczyliśmy z fetorem, który wdarł się w zakamarki kanapy. Na razie jeszcze nie można się na niej położyć, bo zapach czochowego żyga atakuje skutecznie. Co poza tym, w pracy zadeklarowałam, że sobie zrobię badania epidemiologiczne co oznacza, że przez 3 dni muszę oddać kał i pobrać próbkę. Ale mam mały problem, ponieważ mój kibel nie posiada półeczki, mam tzw. zjeżdżalnię. Okazało się że, nie tylko ja zastanawiam się na opcjami pobrania próbki. Wspólnie wymyśliliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie tratwa wykonana ze zwoju papieru toaletowego lub ręcznika papierowego (gazeta, którą sugerowałam, że względu na stabilność i wytrzymałość papieru nie przeszła bo mogłaby zatkać kibel). Kolejna kwestia związana z badaniami to rentgen klaty. Niestety mój biust za sprawą grawitacji i karmienia piersią nie jest specjalnie okazały (powiedzmy sobie szczerze, nigdy nie byłam Pamelą Anderson ale teraz sytuacja zakrawa na atrofię).
ludzie-polnocy 2008-09-18 20:59:47 skomentuj (0) |
ludzie w kinie Doberman czyli Vincent Cassel i boskie ciało Moniki Belluci Requiem for a dream czyli Darren Aronofsky w najwyższej formie Samotni wymiękam Fight club chętnie poboksowałabym się trochę z Bradem... Big Blue odpływam z delfinami Run Lola run Film dla biegaczy i innych opto-foto Chris Buck moja nowa inspiracja Daniel Lee i wcale nie chodzi tu o dżinsy ! Zone Zero idź i patrz ! MFZ koniecznie Lezineau Bourson dla kazdego coś miłego Howard Bavari pan z krainy Lukrecji Erwin do you really want this? reading room mokrylatex supermarket greebo cristoforo kazuar philophobia trzaskprask żona mnie opierniczyła redaktor wektor kolakola |